czwartek, 25 października 2012

Uwaga na oszustów!!!

Docierają do nas bardzo niepokojące sygnały o mnożących się przypadkach nikczemnego naciągania lekarzy (i nie tylko! ale o tym poniżej) na tzw. "obowiązkowe" kursy z zakresu ochrony przeciwpożarowej. Schemat działania jest banalnie prosty. Przedsiębiorca (w tym wypadku lekarz) otrzymuje tzw. szybki telefon i skumulowaną informację o tym, że według nowych przepisów każdy przedsiębiorca, w tym także lekarze prowadzący własne praktyki ma OBOWIĄZEK odbycia szkolenia przeciwpożarowego. 

Oszołomiony kolejnym administracyjnym obowiązkiem lekarz (najczęściej oderwany od pracy więc bez możliwości zastanowienia się nad tym) bez chwili zawachania zwykle zgadza się na ów kurs, a de facto wyraża zgodę na przesłanie przesyłki związanej z rzekomym kursem.

Oczywiście przesyłka wysyłana jest za pobraniem i aby ją odebrać należy zapłacić jedyne 350 złotych. Po jej rozpakowaniu następuje wielkie zdziwienie. W istocie szkolenie polega na obowiązku wypełnienia kilkunastopytaniowego testu, który następnie należy odesłać na wskazany adres. Po kilku dniach "kursant" otrzymuje pocztą specjalny certyfikat informujący o odbyciu stosownego szkolenia.


W tak właśnie prosty sposób "przeszkolony" lekarz może już więc spać spokojnie, bo posiada już absolutną i niezbędną wiedzę z zakresu p.poż. Spokojni mogą być też i jego pacjenci, bo mają pewność, że lekarz u którego się leczą odpowiedział prawidłowo na pytania w teście i wie jak obsługiwać gaśnicę...

Szaleństwo.

Niestety, nie można odesłać testu, czyli zwrócić tej przesyłki z żądaniem zwroty pieniędzy, powołując się na przepisy dotyczące prawa do odstąpienia od zawarcia umowy kupna poza siedzibą sprzedającego. Nie można tego zrobić bo przepisy nie zezwalają na to w przypadku handlu pomiędzy dwoma przedsiębiorcami.

Co ciekawe, firma nie chce przesłać oferty mailem. Wiadomo, taki mail albo zostaje od razu zignorowany, a w najlepszym razie daje szansę na doczytanie o sprawie. I tutaj jest pies pogrzebany.

I na koniec najważniejsze. Zasiegneliśmy opinii u specjalisty BHP, który wyraźnie podkreśla, że nie ma żadnych przepisów nakładających na przedsiębiorcę obowiązek posiadania stosownego certyfikatu bezpieczeństwa p.poż.


PS. Nie tylko dentyści otrzymują takie telefony i z super propozycjami. 

środa, 24 października 2012

Unit stomatologiczny – na co zwrócić uwagę przy montażu i w trakcie eksploatacji


Montaż

Tak, jak nie ma róży bez kolców ani dymu bez ognia, nie może istnieć gabinet stomatologiczny pozbawiony unitu. Jednak aby cieszyć się jego długą i bezproblemową pracą, należy zadbać o kilka, z pozoru błahych, a w rzeczywistości bardzo istotnych, rzeczy. Dotyczy to zarówno montażu urządzenia, jak i jego późniejszej eksploatacji.
- Pierwszą czynnością, jaką powinniśmy wykonać jeszcze przed otwarciem nowego gabinetu stomatologicznego, jest jego optymalne zaplanowanie. Gdy już ustalimy, na jakim unicie będziemy pracowali oraz gdzie będzie się on znajdował, możemy przystąpić do stworzenia odpowiedniej instalacji - mówi Paweł Aleksiejuk, szef Serwisu w Dentomaxie.
W zależności od tego, jaki to jest unit i miejsca, w którym go ustawimy, powinniśmy wyprowadzić z podłogi wszystkie przyłącza. Najważniejsze z nich to oczywiście instalacje: sprężonego powietrza, wody sieciowej i odpływowa oraz zasilanie elektryczne, czyli przewód sieciowy. Dodatkowo, już na tym etapie, warto pomyśleć o przyłączach opcjonalnych takich jak instalacja ssąca. Nawet jeśli w chwili obecnej unit nie jest wyposażony w system ssący, to i tak warto od razu takie przyłącze wykonać, aby w przyszłości mieć możliwość bezproblemowo dostosowa
urządzenie do tego systemu.

Bardzo wygodnym, zalecanym przez wielu
serwisantów rozwiązaniem jest zamontowanie w podłodze grubej rury kanalizacyjnej, o przekroju 50 mm z miejsca, gdzie są wspomniane wcześniej wyprowadzenia do miejsca, gdzie będzie stało np. biurko z komputerem. Rurę tą układa się po linii prostej pod posadzką gabinetu i przeciąga przez nią linkę – dzięki temu będzie można w przyszłości poprowadzić tędy np. przewody usb, vga i inne, niezbędne do podłączenia dodatkowych urządzeń z komputerem.


Jak wspominaliśmy w poprzednim artykule, ważne również jest odpowiednie umiejscowienie kompresora. Zaleca się, aby montować go w oddzielnym pomieszczeniu, a nie w gabinecie – gdzie będzie hałasował i pobierał powietrze być może odrobinę skażone.

Już na etapie tworzenia gabinetu i wybierania unitu warto być w stałym kontakcie ze swoim sprzedawcą, który pomoże wybrać odpowiednie miejsce, gdzie to urządzenie powinno stać, podpowie, gdzie powinny być zrobione konieczne przyłącza oraz skontroluje prace ekipy remontowo-budowlanej. Bardzo ważna jest ostateczna kontrola przed wylaniem posadzki czy położeniem wykładziny – należy sprawdzić, czy wszystko zostało zrobione zgodnie z planem oraz czy niczego nie zabrakło.

Eksploatacja

Gdy już w końcu uda się odpowiednio przygotować i wyposażyć gabinet, można przystąpić do pracy. Jednak aby była ona wygodna i jak najbardziej efektywna, nie można zapominać o kilku istotnych elementach. Jednym z nich, podobnie jak w przypadku kompresora, jest czystość unitu.

- Jeśli chodzi o bezproblemową pracę, należy podkreślić przede wszystkim dbanie o higienę unitu, bo z doświadczenia wiem, że różnie z tym bywa. Zdarzają się sytuacje, że montujemy nowy unit, a już po kilku miesiącach w trakcie wizyty serwisowej urządzenie jest w tragicznym stanie. Zanieczyszczenia znacząco wpływają na jakość pracy urządzenia. Nie można również zapominać o dezynfekcji – zarówno powierzchniowej, jak i samych końcówek.

Równie ważna, jak dbanie o czystość, jest również kontrola filtrów w unicie – m.in. filtra ślinociągu. Kontroli tej warto dokonywać minimum raz w tygodniu, chyba, że jakość pracy zdecydowanie spada, wtedy należy go sprawdzać częściej. Filtry te, zwykle znajdują się w łatwo dostępnym miejscu, między rękawem ślinociągu, a punktem, w którym wchodzi on do jednostki. Posiadają one drobne otworki, dzięki czemu można samodzielnie łatwo sprawdzić, czy są one zapchane, czy też nie. Również samo czyszczenie nie nastręcza zbyt wielu problemów – zazwyczaj po wyjęciu filtra okazuje się, że jest to sitko, które łatwo da się wyczyścić pod kranem zwykłą szczoteczką.

- Choć dbanie o czystość filtrów jest banalnie proste i nie zajmuje zbyt dużo czasu, lekarze rzadko o tym pamiętają. Mimo, że przypominamy o tym przy każdej możliwej okazji, bardzo często dostajemy telefony z gabinetów, że nie działa ślinociąg. Najczęściej wystarczającą czynnością serwisową jest wtedy czyszczenie.

Uwaga! Po zakończeniu pracy, należy pamiętać o odłączeniu przewodu zasilającego unit w energią elektryczną i zamknąć zawór wody!

Kolejną, ważną w eksploatacji rzeczą, o której nie należy zapominać, jest kontrola ciśnienia napędowego na poszczególne końcówki. W niektórych unitach lekarz może sam to bezproblemowo kontrolować – nanometr jest zwykle na wierzchu, widoczny gołym okiem. Jedyne, o czym powinno się pamiętać, to aby w czasie sprawdzania ciśnienia uruchomić turbinę i wiedzieć, jaką wartość ciśnienia producent zaleca na daną końcówkę. Zwykle urządzenie jest ustawiane prawidłowo już przy montażu. Jednak w zależności od modelu unitu, w którym zawór zamontowano w dostępnym dla użytkownika miejscu, można przypadkowo np. w trakcie sprzątania, zmienić jego ustawienie, co spowoduje rozregulowanie ciśnienia. Czynność regulacji ciśnienia powinno się przeprowadzać zawsze, gdy wymieniamy końcówkę na model innego producenta.

Nie ma konieczności wzywania serwisu i możemy tę czynność wykonać samodzielnie, chyba, że nasz unit nie posiada widocznego manometru i pokrętła do regulacji, a my zauważamy, że końcówka źle pracuje.

Podobnie jak w kompresorach, w unicie znajduje się również odstojnik wody, który wychwytuje cząsteczki cieczy z zasysanego powietrza. Problem polega jednak na tym, że często znajdują się one w miejscach dla lekarzy niedostępnych, dlatego też wiąże się to z potrzebą wezwania serwisu.

Nie należy zapominać również o stosowaniu fizelinowych wkładów do spluwaczek, tak, aby duże, mechaniczne odpady, np. gaziki, nie zapychały instalacji odpływowej. Do jej czyszczenia stosujemy ogólnodostępne specjalistyczne środki do dezynfekcji systemów ssących. Działają one na podobnej zasadzie jak środek do czyszczenia rur– przenikają przez całą instalację czyszcząc ją i dezynfekując.

Chcąc przedłużyć żywotność rękawów łączących końcówki z unitem, warto je co pewien czas smarować specjalnym smarem silikonowym. Dzięki temu rękawy zachowają swoją elastyczność i zminimalizujemy ryzyko ich pękania. Co ważne, nie należy stosować do tego żadnych substancji oleistych, np. oliwki, bo to sprawi spulchnianie gumy a w efekcie jej pękanie.

Na koniec należy wspomnieć o dwóch, może nie kluczowych, ale równie istotnych aspektach. Pierwszy z nich to odpowiednio wybrana tapicerka fotela – odradzamy raczej stosowanie jasnych kolorów, ponieważ są one mocno podatne na zabrudzenia czy farbowanie. Warto również stosować specjalne ochraniacze na fotel zabezpieczające go przed brudem. Takich osłonek używa się przede wszystkim na wysokości nóg pacjenta – w miejscu, gdzie zwłaszcza zimą, łatwo o zabrudzenie.
Ponadto, warto zaopatrzyć się w co najmniej jedną, dodatkową żarówkę do lampy, aby nie było potrzeby szukania później takiej samej na wymianę. Nie ma też powodu, aby w takim przypadku dzwonić do serwisu – żarówkę śmiało można wymienić samodzielnie. Jeśli nie wiemy, jak to zrobić, warto przy okazji montażu czy jakiejś naprawy zapytać o to serwisanta. 

piątek, 19 października 2012

W trosce o bezpieczeństwo - twoje i twoich pacjentów. Innowacyjne maseczki Crosstex’u


Znana właściwie na całym świecie amerykańska firma Crosstex, specjalizująca się w projektowaniu i produkcji produktów związanych z bezpieczeństwem i higieną w medycynie (nie tylko w stomatologii!) opracowała linię ultranowoczesnych i wyjątkowo innowacyjnych maseczek chroniących lekarza przed zakażeniami.

Maseczki Crosstex-u spełniają surowe normy klasyfikacji Amerykańskiego Towarzystwa Testów i Materiałów (ASTM) sprawdzające odporność na płyny, wartość filtracji oraz wielkość filtrowanych cząstek. W testach kontrolowana jest również łatwość oddychania i łatwopalność. Co ważne wszystkie maseczki nie zawierają lateksu.

- Warto pamiętać, że decydując się na tanie maseczki pozbawiamy się komfortu i gwarancji bezpieczeństwa. Co ważne, takie produkty nie tylko nie chronią, ale dodatkowo są potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia, bo stanowią istną wylęgarnią bakterii, które rozmnażają się w komfortowych dla nich warunkach, w ciepłym i wilgotnym środowisku. Aby zapewnić optymalną ochronę należy zmieniać maseczkę po każdym pacjencie. Nie warto oszczędzać na bezpieczeństwie – radzi Beata Zalewska, przedstawiciel medyczny z Dentomaxu.

W ofercie produktowej Crosstex-u znajduje się aż 13 różnych modeli i typów maseczek w czterech różnych kategoriach ochronnych. Z uwagi na swoje indywidualne cechy i funkcje, zdaniem producentów, najbardziej odpowiednie do zastosowania w gabinecie stomatologicznym są 4 modele maseczek Isofluid z podstawowej kategorii ochronnej i również 4 modele maseczek Procedural z kategorii średniej.
Maseczki Isofluid i Procedural charakteryzują się wyjątkową długością. Wewnątrz został zamontowany specjalny aluminiowy pasek zapewniający doskonałe zabezpieczenie na nos w celu maksymalnej ochrony lekarza. Maseczka jest przytrzymywana przy pomocy bezpiecznych gumek zakładanych za uszy, które są miękkie, elastyczne, ale przy tym wyjątkowo wytrzymałe i wystarczająco długie. Ich budowa eliminuje potencjalne ryzyko podrażnień.

Maseczki posiadają miękkie supermocne zgrzewy zapewniające mocną konstrukcję maseczki bez przedziurawień czy jakichkolwiek defektów. Istotą maseczki jest filtr. Materiał filtrujący zastosowany w produktach Crosstex’u cechuje najwyższa jakość, zapewniająca najlepszą ocenę ASTM w uwzględnieniu wartości filtracji i łatwości oddychania. Na zewnątrz maseczki zastosowano warstwę Spunbond – wyjątkowy materiał zapewniający maksymalną ochronę przed płynami ustrojowymi. Wewnętrzna, przylegająca do twarzy część maseczek Isofluid została wykonana z miękkiego i delikatnego papieru. W maseczkach Procedural wewnątrz zastosowano warstwę Spunbond, która jeszcze lepiej przeciwdziała zagrożeniom.
STOPIEŃ OCHRONY ŚREDNI (maseczki Procedural):
- odporność na płyny = 120mmHg
- efektywność filtracji bakteryjnej (BFE) > 98%
-łatwość oddychania (DELTA P) < 5,0 H2O/cm3
- efektywność filtracji cząstek mikronowych (PFE) > 99,6% przy 0,1 mikrona
- klasa 1 łatwopalności, klasyfikacja wg EN14683 – typ IIR

STOPIEŃ OCHRONY PODSTAWOWY (maseczki Isofluid):
- odporność na płyny = 80mmHg
- efektywność filtracji bakteryjnej (BFE) > 95%
- łatwość oddychania (DELTA P) < 4,0 H2O/cm3
- efektywność filtracji cząstek mikronowych (PFE) > 98,5% przy 0,5 mikrona
- klasa 1 łatwopalności, klasyfikacja wg EN14683 – typ IIR

Przychodzi baba do lekarza… Czyli u dentysty na wesoło


Publikujemy wywiad, który ukazał się na łamach 11 numeru Dentomax News.
Wbrew pozorom to nie będzie kącik z zabawnymi anegdotkami z gabinetów stomatologicznych. Zamiast tego chcielibyśmy zaprezentować pewne urządzenie niesamowicie ułatwiające dentystom codzienną pracę. Urządzenie sprawiające, że nawet najtrudniejsi pacjenci – małe, trudne do leczenia dzieci czy ogarnięci paraliżującym strachem przed wiertłem dorośli – chętnie powracają do gabinetu stomatologicznego. Urządzenie z powodzeniem używane na zachodzie Europy do uspakajania pacjentów w karetkach pogotowia czy na salach porodowych. Część z czytelników już na pewno się domyśla – mowa rzecz jasna o dozującym gaz rozweselający Master Flux As 3000. O jego możliwościach, licznych zaletach, a także swoich doświadczeniach z codziennego użytkowania opowie Pani dr Iwona Iwanowicz z gabinetu Dentico.
Czy może nam Pani powiedzieć, co skłoniło Panią do zakupu urządzenia Master Flux As 3000?
Zdecydowałam się na ten zakup przede wszystkim dlatego, że poszukiwałam urządzenia, które będzie skutecznie wspierało moją pracę z pacjentami dotkniętymi lękiem stomatologicznym – czyli dentofobią. Moim celem było stworzenie maksymalnie przyjaznej praktyki. Chciałam, aby zabiegi były możliwie jak najmniej bolesne. W związku z tym, próbowałam premedykacji doustnej, z której efektów nie byłam jednak zadowolona. W grę nie wchodziło również pełne znieczulenie pacjenta, bo wykonywanie zabiegów w narkozie wiąże się z koniecznością odpowiedniego przystosowania gabinetu oraz zatrudnienia anestezjologa. Jako, że miałam pozytywne sygnały od pacjentów, którzy spotykali się z sedacją wziewną poza gabinetami dentystycznymi, pomyślałam: dlaczego by nie spróbować tego w stomatologii?
A proszę powiedzieć, czy miała Pani jakieś obawy dotyczące inwestycji w ten sprzęt?
Tak, oczywiście, jak przy każdym nowym urządzeniu, tak i tu zadawałam sobie wiele pytań: czy to się sprawdzi, czy się przyjmie. Czy w ogóle znajdą się pacjenci chętni na tego typu znieczulenie zwłaszcza, że wiąże się to rzecz jasna z odrobinę wyższymi kosztami całego zabiegu. Szczęśliwie się jednak złożyło, że od Pana Kazimierza Klimczuka, właściciela Dentomaxu, dostałam to urządzenie do testów na około dwa tygodnie i czas ten pozwolił mi sprawdzić, jaki jest odbiór wśród pacjentów. Przy użyciu sedacji leczyłam i dzieci i dorosłych robiąc jednocześnie wywiad, czy zdecydowaliby się na taką opcję znieczulenia, gdyby musieli za to dodatkowo zapłacić. Reakcje były w zasadzie tylko pozytywne – jak powszechnie wiadomo, dentofobia w naszym społeczeństwie jest dosyć silna.
Codzienne użytkowanie tego urządzenia pozwoliło już zapewne Pani określić jego możliwości. Jakie najistotniejsze zalety moglibyśmy wskazać?
Sprzęt ten, pod względem technicznym, jest przede wszystkim bardzo prosty w obsłudze, nie wymaga wielu godzin szkoleń czy praktyk. Zakładamy maseczkę, ustawiamy odpowiednie wartości pokrętłami i pacjent jest już w zasadzie gotowy do zabiegu. Master Flux As 3000 jest również, co niezwykle istotne, bardzo bezpieczny – posiada łatwo dostępne zawory pozwalające natychmiast odciąć dopływ podtlenku azotu w sytuacji, gdyby zauważymy, że z pacjentem dzieje się coś niedobrego. Co prawda nie zdarzyła mi się jeszcze taka sytuacja, żebym musiała przerywać zabieg, niezwykle cenię sobie jednak takie rozwiązanie sytuacji kryzysowej. Ponadto urządzenie jest skonstruowane w taki sposób, że pacjent zawsze otrzymuje co najmniej 30% tlenu w podawanej mieszance, co skutecznie zapobiega groźbie niedotlenienia. Poza tym sprzęt jest niezwykle estetyczny, nie zajmuje zbyt dużo miejsca.
Czyli sprzęt jako taki bardzo Pani odpowiada. A jakie są Pani wrażenia co samej sedacji?
Zasadniczo jestem z tego rozwiązania bardzo zadowolona. Dużą zaletą jest to, że chociaż u dziecka zwykle taki zabieg na jednym zębie się kończy w 15-20 minut, to sedację można prowadzić tyle czasu, ile potrzeba, nawet kilka godzin. Ponadto ważne jest, że już w ciągu 5 minut po zabiegu 95% podtlenku azotu jest uwalniane z organizmu. Następne 5% w ciągu pół godziny, także nawet osoba dorosła odczekawszy dosłownie kilka chwil w poczekalni może jechać autem.
Generalnie jednak uważam, że sam zabieg sedacji nie jest lekarstwem na wszystko. Przy tym rodzaju znieczulenia trzeba mieć odrobinę podejścia psychologicznego. Stosowanie tego urządzenia, choć jak wcześniej wspominałam, jest proste pod względem technicznym, to jednak, aby pacjenci czuli się naprawdę zrelaksowani, trzeba im w tym troszeczkę pomóc.
A czy może nam Pani zdradzić swoje techniki wprowadzania pacjentów w ten stan relaksu?
No nie wiem, to w sumie taka tajemnica handlowa… (śmiech). A tak na poważnie, to z pacjentami dorosłymi nie ma z tym problemu. Są to osoby, z którymi fajnie się współpracuje, którzy wiedzą, po co przychodzą, nikt ich do tego nie zmusza. Chcą po prostu przełamać swój strach, poczuć się w trakcie wizyty spokojniej. W ich przypadku nie ma konieczności stosowania żadnych wymyślnych trików. Inaczej jest jednak w przypadku dzieci, te oczywiście wymagają przede wszystkim odpowiedniego podejścia. Aby wprowadzić je w ten stan, nazwijmy to przyjemnego upojenia, staram się przedstawiać im jakąś wizję: na moim fotelu w trakcie sedacji chłopcy zwykle lecą w kosmos, dziewczynki relaksują się pływaniem lub bieganiem po łące… I już po chwili taki mały pacjent jest gotowy do zabiegu dentystycznego.
Jak do tej pory widzimy same zalety omawianego urządzenia. Czy rzeczywiście jest aż tak różowo? Czy w tej przysłowiowej beczce miodu nie znajdzie się nawet jedna łyżka dziegciu?
Rzeczywiście, sprzęt ten ma nieporównywalnie więcej zalet, niż wad. Jedyne, czego mi brakuje w trakcie codziennego stosowania urządzenia, to widoczny z wierzchu miernik pokazujący, ile tlenu w butli jeszcze pozostało. Oprócz takiego orientacyjnego reduktora z tyłu, z pewnością przydałby się jeszcze elektroniczny wskaźnik, bowiem tlen zużywa się znacznie szybciej niż podtlenek azotu i kilka razy w trakcie zabiegu zdarzyło mi się zmieniać butlę. Problem ten pojawiał się zwłaszcza na początku mojej przygody z Master Flux As 3000, kiedy ni stąd ni z owąd tlen nagle się kończył. Teraz już nauczyłam się z tym pracować, gdy zauważam, że tego tlenu jest już wyraźnie mniej, wymieniam butlę nawet przy niepełnym zużyciu. Wiąże się z tym jeszcze jeden drobny mankament – zawsze trzeba mieć w zapasie pełną butlę, nie możemy bowiem liczyć na natychmiastową dostawę nowej.
Wspomnieliśmy wcześniej, że niektórym pacjentom, zwłaszcza dzieciom, trudniej jest przeprowadzić zabieg sedacji. Z czego to wynika?
Jak już mówiłam, problem z tym rodzajem znieczulenia w zasadzie nie występuje w przypadku osób dorosłych. Z mojego doświadczenia wynika, że sedacja działa u nich praktycznie w 100% przypadków. Natomiast inaczej jest z dziećmi, aby zabieg był skuteczny, musi być spełnione kilka warunków. Sedacja najlepiej sprawdza się w przypadku maluchów, które po raz pierwszy trafiają do gabinetu dentystycznego, nie mają w związku z tym przykrych doświadczeń i nie są „na dzień dobry” zrażone. Wówczas przeprowadzam pierwszą, zapoznawczą wizytę z gazem rozweselającym, kilka kolejnych zabiegów w sedacji, po czym, zwykle z powodzeniem, przechodzimy do normalnych wizyt.
Innym problemem, który czasem trzeba przełamać przy zabiegu sedacji, jest brak umiejętności oddychania nosem. Zauważyłam, że nawet około 20% dzieci posiada nawykowe oddychanie ustami, czy to spowodowane współczesnymi chorobami cywilizacyjnymi: alergiami lub częściową niedrożnością górnych dróg oddechowych, czy też zwykłymi przyzwyczajeniami. A ponieważ podtlenek azotu wchłaniany jest przez śluzówkę nosa czasem trzeba najpierw dziecko nauczyć odpowiedniego oddychania.
Rozumiem. Co wyróżnia tę metodę, dlaczego warto z niej korzystać?
Na pewno bardzo ważny jest, w odróżnieniu od pełnej narkozy, stały kontakt z pacjentem. Gdy mówię: proszę otworzyć buzię – pacjent, może co prawda z 2-3 sekundowym opóźnieniem, ale buzię otwiera, reaguje na moje polecenia. Kiedy na koniec zabiegu trzeba pozgrzytać kalką, też nie ma z tym problemu, dziecko zgrzyta. Istotną rzeczą, szczególnie w przypadku najmniejszych pacjentów, jest też brak nieprzyjemnych wspomnień z wizyty. Nawet dzieci, które w trakcie zabiegu zachowują się niezbyt grzecznie, potrafią krzyknąć czy zapłakać, chętnie później do gabinetu wracają, pojawia się taki efekt niepamięci wstecznej.
Z naszej rozmowy wynika, że śmiało mogłaby Pani to urządzenie polecić innym lekarzom. Uważa więc Pani tę inwestycję za niezwykle trafną?
Zdecydowanie tak, z czystym sercem mogę zachęcić inne gabinety stomatologiczne do zakupu tego urządzenia. Master Flux As 3000 w znacznym stopniu poprawia wizerunek praktyki, zapewnia wielu zadowolonych klientów, a zawsze uważałam, że zadowolony klient to najskuteczniejsza reklama. Bo czy może być coś lepszego, niż pacjent z uśmiechem wracający do naszego gabinetu i jednocześnie polecający nas swoim znajomym? Albo dziecko, które początkowo niezbyt chętnie dało sobie założyć maskę na nos, a po skończonym zabiegu z całych sił przyciska ją do twarzy, żeby choć jeszcze przez kilka sekund poczuć się zrelaksowanym? W takich momentach widzę, że to była zdecydowanie dobra inwestycja.
Na koniec, proszę powiedzieć kilka słów o sobie: o swoim doświadczeniu, ofercie, zakresie usług i zainteresowań zawodowych.
W zawodzie pracuję już od 15 lat, w tym czasie udało mi się zdobyć sporo doświadczenia w różnych dziedzinach stomatologii. Generalnie jestem lekarzem rodzinnym – moi pacjenci to nie raz całe pokolenia, od dwu-trzylatków do nawet pradziadków.
Zasadniczo zajmuję się stomatologią tak, jak większość gabinetów, oferuję szeroki wachlarz usług stomatologicznych: od stomatologii zachowawczej, poprzez drobne chirurgie, ortodoncję, aż po protetykę. Przede wszystkim jednak staram się, by moja praktyka była przyjazna dla pacjenta, próbuję zmieniać przykry obowiązek wizyty u dentysty w przyjemne, bezstresowe dbanie o zdrowie jamy ustnej.
Ostatnio moją zawodową pasją stała się ortodoncja neuromuskularna, czyli obserwacja i leczenie dzieci pod względem wad ortognatycznych właściwie od trzeciego roku życia. Dziedzina ta jest jeszcze raczej mało popularna, aczkolwiek bardzo fascynująca.
Ponadto staram się pracować zgodnie z zasadami medycyny naturalnej, moich pacjentów (czy też ich rodziców) zawsze uświadamiam w zakresie zdrowego stylu życia czy zasad zdrowego żywienia. Uważam, że bardzo ważne jest, aby dzieciom już od najmłodszych lat wpajać prawidłowe nawyki, to w przyszłości procentuje.
Dziękuję za rozmowę.